MAURETAŃCZYK
Życie pisze różne scenariusze. Frazes tandetny i oklepany, film, dla którego życie napisało wiadomo, co, dobry i, co dziwne w 2021 roku, świeży.
Historię życia Mohamedou Ould Slahiego wziął na reżyserski warsztat Kevin Macdonald, doświadczony majster filmowej obróbki rzeczywistości („Ostatni król Szkocji”, „Czekając na Joe”, „Dzień z życia”, „Whitney” i in.)
Czemu historia Slahiego zainteresowała szkockiego filmowca? Myślę, że po pierwsze, ale nie najważniejsze, jest ciekawa. Młody Mauretańczyk, naukowiec na stypendium w Niemczech, przyjeżdża do ojczyzny na wesele. W środku zabawy przyjeżdżają po niego panowie w czarnych terenówkach. Mężczyzna bez oporu wsiada do jednej z nich, myśli, że skoro on nic złego nie zrobił, nic złego nie zrobią jemu. Bardzo się myli, ponieważ nocne zatrzymanie na mauretańskiej pustyni będzie trwało wiele lat i przyniesie wiele cierpienia. Słowa „zatrzymanie” użyłam tu celowo, chociaż jego znaczenie nie współgra z „wieloma latami”, powinno być zatrzymanie, aresztowanie, oskarżenie, sąd, wyrok, więzienie, albo uniewinnienie. Mohamedou zaliczy tylko zatrzymanie i, godne nawet NKWD, przetrzymanie. Niestety Mauretańczykowi nikt nie jest w stanie postawić zarzutów, więc cały typowy dla sytuacji łańcuszek więziennych rytuałów zrywa się na samym początku. Bohater rozmawiał z bratem, który używał telefonu satelitarnego Bin Ladena i nic z tego nie wynikło, ale tuż po zamachach na WTC wystarczyło, żeby zatrzymać Araba. Nieważne, że ten pracuje w Unii Europejskiej i niby powinien znajdować się pod jej jurysdykcją i korzystać ze swobód obywatelskich. Dla przybysza z Maghrebu amerykańskie służby robią wyjątek i zamykając go na czas nieokreślony w Guantanamo. Świat zapomina o Mohamedou, zapomina również o Guantanamo. Tylko jakimś cudownym zrządzeniem gwiazd na sprawę Mauretańczyka trafia adwokatka (Jodie Foster) i podejmuje się obrony człowieka w ramach praktykowanej w USA tradycji pracy pro publico bono, czyli tak sobie, bo się może i wierzy w ideały demokracji, czy czegokolwiek szlachetnego.
Naprzeciw niej i jej młodej asystentki stają prawnicy wojskowi, którzy muszą udowodnić, że lata przetrzymywania człowieka w ciężkim więzieniu miały jakiś sens.
Czy wygrają dobrzy, czy źli, nie zdradzę, tym bardziej, że nie dowiemy się, czy Slahi był niewinny, czy miał krew na rękach, to w filmie nie jest zbyt istotne. Istotne, i wracając do powodów nakręcenia tego filmu, konieczne do pokazania, jest to, że na Kubie było takie więzienie, jak Guantanamo, w którym amerykańscy żołnierze wyrabiali nieludzkie rzeczy, a tylko media przestały pokazywać chore zabawy młodych kaprali, świat od razu zapomniał o tym miejscu. Widać tu podobieństwo do filmu „Aida”, gdzie reżyserka też pokazuje zapomnianą już zbrodnię w Srebrenicy, o której już nie chcemy słuchać, bo była dawno, nie tu i nieprawda.
Trzeci powód zainteresowania reżysera historią Mohamedou to sam Mohamedou, człowiek niezwykły, bardzo silny, czego dowiemy się już po napisach końcowych.
Zatem, zapraszam do obejrzenia filmu od początku do samego końca.
Opr. A. Strychalska
„Mauretańczyk”, USA/Wielka Brytania, 2021.
https://szukamksiążki.pl/SkNewWeb/record/1582/7664484
Komentarze
Prześlij komentarz